RSS
 

paczajcie

06 lis

oo, aż książki piszą o takich fascynacjach, jakie mnie dotykają


https://books.google.pl/books?id=brb2CwAAQBAJ&lpg=PA67&ots=oHkK2tMoEN&dq=wycieczka%20%C5%9Bladami%20wojny%20trzydziestoletniej&hl=pl&pg=PA61&output=embed

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

apologies

06 lis

Strasznie, potwornie i przerażająco, a tak naprawdę ogromnie przepraszam, że nic nie robię, że opuściłam, porzuciłam i odeszłam od bloga. Jakoś tak wyszło… Bo praca, bo dom, bo to, bo tamto. Od ostatniego wpisu nie przeczytałam chyba nic historycznego. Jedynie w czerwcu byłam na chwilę na pograniczu polsko- czeskim szlakiem czarownic (pogranicze nysko- jesenickie), z czego miałam zdać relację, ale jakoś się nie udało. A okolice przepiękne, trasa nieźle przygotowana, miasteczka urokliwe i wspomnienia piękne.

Jeszcze w tzw. międzyczasie udało mi się załapać na spotkanie autorskie z Maciejem Henem, autorem Solfatary, najwybitniejszej powieści historycznej napisanej w ub. roku (jeśli nie w ostatnim dziesięcioleciu). Uroczy człowiek o wielkiej kulturze i skromności.

I też w międzyczasie od tamtego międzyczasu przeczytałam powieść Jego ojca- Józefa Hena pt. Crimen, na podstawie której nawet popełniono serial z Bogusiem Lindą. Serial taki sobie, ale książka zacna (śmiem zaryzykować stwierdzenie, że lepsza od Trylogii, bo bardziej krwista, życiowa, nieułagodzona i mniej pruderyjna. A dotyczy tych samych czasów co nasz skarb narodowy).

Tak że tego….

A poza tym posucha…

Może jednak kiedyś….

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

prasóweczka historyczna

26 maj

Kilka dni temu minęła nam kolejna rocznica praskiej defenestracji (drugiej). Na tę okoliczność Histmag.org przygotował krótki artykuł o samym wydarzeniu i jego tle. Oczywiście gorąco polecam. Rewolucja po czesku

Dodatkowo, jeszcze o ofiarach (męczennikach) spod Dunbar, krwawej bitwy wygranej przez Cromwella z rojalistami. Tajemnica jeńców Cromwella. Co archeolodzy znaleźli w masowych grobach?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hetmański gambit albo polska gra o tron

03 maj

Owocny to był długi weekend, a jakże. Przeczytałam Solfatarę Macieja Hena i pozostaję pod jej urokiem (co gorsza, teraz biorąc do ręki każdą inną książkę, podświadomie porównuję je do niej) oraz Hetmański gambit Roberta Forysia. Jeśli chodzi o tę drugą pozycję- Hetmański gambit Roberta Forysia- to nie dorasta on opowieści o Neapolu- pod względem językowym, konstrukcji, „głębi” psychologicznej, ale też uczciwie mówiąc- są to diametralnie różne powieści. Choć nie twierdzę, że skierowane do innych odbiorców, bo sama z przyjemnością pochłonęłam obie, ale jednak Solfatara to tzw. wyższa półka. Nawiasem mówiąc, trudno będzie znaleźć coś o podobnie wysokim poziomie, bo np. takie Księgi Jakubowe to ubożuchne dziełko (nie ze względu na objętość, bynajmniej, bo te są porównywalne), o ile same jako tako się bronią, to przy Solfatarze widać ich mizerię. 

A zatem mamy trylogię Hetmański gambit w jednym- takie opus magnum Autora. Rzeczywiście, z dotychczas przeczytanych przeze mnie jego książek, to ten trójksiąg jest najbardziej udany, choć niepozbawiony wad.

Jako się rzekło, nie jest to literatura najwyższych lotów- ot, taka gra o tron z czasów I RP- wciągające, przesycone seksem, intrygami, przemocą, niejednoznacznymi postaciami, nie zawsze happy endem dla niektórych „dobrych” postaci. Czyta się to fantastycznie, ja dwa kolejne tomy (pierwszy przeczytałam wcześniej) połknęłam w sumie w dwa dni (stąd owocny weekend).  Recenzje zbiera niezłe. I dobrze- Polacy nie gęsi i swoją grę o tron (niech) mają, a co! Jakby nie było, walory edukacyjne książka posiada i pozwala namacalnie dotknąć historii, którą wbijali nam do głów w szkole bez jakiegokolwiek polotu.

W telegraficznym skrócie (za http://www.kacikzksiazka.pl/2016/04/gambit-hetmanski-robert-forys.html).

Rok 1671. Władzę w Polsce od dwóch lat sprawuje Michał Korybut Wiśniowiecki, od samego początku słaby i nieudolny w nowej roli, pełniący raczej rolę marionetki niż stanowczego króla, mającego własną wizję rozwoju państwa. Jego coraz bardziej słabnącą pozycję wykorzystuje Maria Kazimiera de La Grange d’Arquien, znana w Polsce jako Marysieńka Sobieska, działając na rzecz interesów francuskiego władcy, Ludwika XIV. Znana głównie jako ukochana żona Jana III Sobieckiego, Maria przedstawiona na kartach powieści to kobieta wyrachowana, przebiegła i nie mająca oporów przed nieczystymi zagrywkami, byle osiągnąć swój cel. Potężnym orężem w jej ręku jest służąca jej wiernie, pozbawiona skrupułów, ale i doświadczona przez los, Charlotta Mesire.
 
Na przeciwległym biegunie walki o władzę znajdują się dwie najważniejsze kobiety w życiu Michała Korybuta – jego małżonka Eleonora Habsburżanka oraz apodyktyczna matka, Gryzelda Zamoyska. Chociaż obydwóm zależy na utrzymaniu rodu Wiśniowieckich u władzy, wzajemna niechęć, granicząca z nienawiścią, nie pozwala im na współpracę. Wręcz przeciwnie, starają się wzajemnie zneutralizować swoje wpływy na króla i prowadzą własne, prywatne wojny.
A teraz zady i walety:
- mało archaizowany język (nie żebym chciała jak u Sienkiewicza, ale ta Solfatara), za dużo współczesnych zwrotów;
- zbyt częste nawiązania do bieżących wydarzeń politycznych (państwo, które istnieje teoretycznie, taki mamy klimat, dyskusje nt. kampanii wyborczej, przemyślenia nt islamu w Europie- te bardzo prześmiewczo puentujące polskie myślenie zaściankowe);
- nawiązania do Sienkiewicza (powielanie pewnych scen- przypiekanie boczków);
- zbyt „przygodowe” życie na ten przykład  Charlotte- co nuż wpada w łapy jakiegoś oprycha, z których jakimś dziwnym trafem zawsze udaje jej się ujść obronną ręką, czasem tylko z połamanymi żebrami;
- jednak nieco infantylne zakończenie wątku bohaterów pobocznych.
A na plus:
- wartka akcja, przez co czyta się to za jednym zamachem;
- świetne opisy batalistyczne (Sienkiewicz się nie umywa)- czujesz się jak uczestnik bitwy,
- dbałość o szczegóły (opisy topograficzne, ubiory, artefakty, itp),
- aż mi się ciepło w sercu zrobiło, gdy czytałam o moich okolicach (Ziemia Sanocka, Krosno, Jasło), po których „przechadzali” się bohaterowie- jeden z najpaskudniejszych bohaterów to, jakby nie było, mój krajan- Krzeczkowski mu było.
A też inne spostrzeżenie, bliskie memu sercu, zarówno w Solfatarze jak i w Gambicie hetmańskim bohaterowie z wielkim szacunkiem wypowiadają się o kardynale Richelieu, podając go jako wzór polityka. I jak tu nie lubić moich pisarzy?
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Solfatara, czyli rozkosz czytania

24 kwi

Zdobyłam i czytam Solfatarę. I mówię Wam, miód, nektar i ambrozja dla oczu i wyobraźni. Jestem w połowie, a już rozpaczam, że kilkaset stron będę musiała się rozstać z Fortunato i światem przedstawionym. Albowiem powieść Pana Hena to majstersztyk- literacko (cóż za język! Wystarczy porównać z Olgą Tokarczuk, która- co tu kryć- nie dorasta mu do pięt), fabularnie (powieść szkatułkowa- też nieco podobnie do Ksiąg Jakubowych, ale dynamiczniej, ciekawiej, bardziej zajmująco). Jedna z najlepszych powieści, którą czytałam w swoim trzydziestoletnim życiu. Rzekłam! I wracam do lektury.

Oooo, jak zwykle ktoś bieglejszy ode mnie trafniej w słowa zamienił moje zachwyty: recenzja z GW, a także: Powieść szkatułkowa najwyższych lotów, Radość opowiadania- tu są też obrazki

.
O historii buntu Masaniella możemy poczytać w wiki tu oraz zobaczyć jego fizys. Sporo fotek z widoczkami jest i tu.
Powstały też filmy o samym wydarzeniu (włoskie, oczywiście), jak ten: AMORE E LIBERTA’, MASANIELLO – sam tytuł już sugeruje niedwuznacznie, w jakim kierunku poszedł scenarzysta. więc chyba nie warto tracić nań czas.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wpis cokolwiek literacki

09 kwi

Podobno 3/4 Polaków nie miało w ubiegłym roku w ręce książki. Zakładam, że jeszcze więcej nie przeczytało żadnej;-) Dlatego, moi drodzy, musimy te statystyki poprawić! I to na gwałt! Dlatego też polecam Wam gorąco te pozycje, które dotykają XVII wiecznej Europy, a które udało mi się przeczytać albo właśnie czytam.

A więc:

1. Po pierwsze primo: pierwsza część bestsellerowej trylogii/ tetralogii (? źródła są rozbieżne) Kristiny Sabaliauskaitė pt. „Silva rerum„. Czyta się świetnie, choć nie jest to proste czytadło- brak dialogów, barokowa konstrukcja zdań (zdania na całą stronę), ale jakże malowniczo, jakże soczyście.  Jak już wciągnie, to pozycja na jeden/ dwa wieczory. Tak było u mnie. Szczególnie zachwyciła mnie historia dojrzałej miłości rodziców głównych bohaterów, a także kulisy życia zakonnego. Opis Wilna może śmiało służyć za przewodnik (podobno już są organizowane wycieczki śladami bohaterów).

XVII-wieczne Wilno – bohater Kristiny Sabaliauskaitė – tu fajny reportaż naszej ukochanej Trójki. Podpisuję się oburącz pod zachwytami.

2. Po drugie primo: Solfatara” Macieja Hena, której nie udało mi się jeszcze zdobyć, więc  się nie wypowiem. Ale zapowiada się wybornie. Tu także zajawka do reportażu z Trójeczki: ”Z najwyższej półki” w XVII-wiecznym Neapolu.

No i wielce zachęcająca recenzja: „Solfatara”, czyli powieść jak wulkan

3. Po trzecie primo:  ”Dziewczę z Gliwic i inne opowieści o oblężeniu Gliwic w czasie wojny trzydziestoletniej” - wybór i tłumaczenia Krzysztof Żarski i  Sebastian Rosenbaum. Dziełko unikatowe, dostępne w zasadzie wyłącznie w muzeum gliwickim, hermetyczne, bo stworzone w zasadzie z powodu sentymentu do Gliwic. A że miasto to w czasie wojny trzydziestoletniej miało swój epizod (nieudane oblężenie Mansfelda), to ów epizod zapisał się złotymi zgłoskami w jego dziejach. Stąd też przetłumaczono kilka, wcale nie wybitnych, historyjek osadzonych w czasie tego oblężenia. Walory tych opowieści są przede wszystkim krajoznawcze- będąc w Gliwicach, warto poszukać śladów z dawnych lat, sprzed

350 lat z okładem, bo why not? I jeszcze jedno- Śląsk w XVII wieku znajdował się w koronie cesarskiej, jako jedna z krain, dlatego oczywiście mieszkańcy stali wiernie u boku swego władcy, traktując Czechów, Duńczyków, Francuzów jako wrogów, nie mówiąc o Szwedach. Dotąd spotkałam się raczej z narracją proprotestancką, antyhabsubrską akcentując krzywdę Czechów pod butem Habsburgów, czy też konieczność zdławienia dominacji rodu cesarza nad Europą.  Co charakterystyczne wymiar religijny wojny trzydziestoletniej praktycznie nie jest poruszany- jak ojcowie idą na wojnę, to gdzieś w oddali brzmi echo konfliktu w ramach rodziny chrześcijan zachodnich, a bardziej w mentalności tych ludzi (według autorów opowiastek) źródłem  wojny jest bezczelny bunt przeciw Świętemu Cesarstwu. Jestem w trakcie czytania drugiego opowiadania, więc na razie powstrzymam się od oceny, choć, jak już wspomnieli tłumacze, literacko szału nie ma. Kto chętny, niech pędzi do Gliwic i w Villi Caro kupuje, póki jeszcze są egzemplarze!

Dziewczę z Gliwic i inne opowieści o oblężeniu Gliwic w czasie wojny trzydziestoletniej Wybór i tłumaczenia: Krzysztof Żarski i Sebastian Rosenbaum

Czytam jeszcze „Księgi Jakubowe”  Olgi Tokaruczuk, ale trochę utknęłam na 300 stronie (co ciekawe, numeracja stron jest od końca, czyli jestem gdzieś na 600 stronie). O ile pierwsze 200 storn czytało się za jednym zamachem, to im głębiej w las, tym trudniej.

Aha, dla zawsze ciekawych wojny trzydziestoletniej mam mały artykulik. Autor mnie kupił wrzucając filmy z yt (fragment Ostatniej doliny, Kapitana Alatriste i dokumentu o bitwie pod Lutzen). Zgliszcza w sercu Europy

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

30 stycznia

30 sty

Data to znamienna, aliści.

A to zdekapitowano Karola I angielskiego w 1649 roku. Doskonale pamiętamy, że nawet d’Artagnan ze swoją ekipą już nieco podstarzałych amigos w ramach „Powrotu muszkieterów” w rez. Richarda Lestera nie uratował go, a tak niewiele brakowało. No cóż, nie było mu pisane. Pięknie nakreślono  scenę egzekucji w jednym miniserialu- Devil’s whore, gdzie Peter Capaldi zagrał brawurowo, choć krótko. Pisałam o tym przy okazji recenzji tego serialu.

Nieco kontynuując wątek odejścia z tego padołu, a nieco nie, bo tego dnia też, jeno roku pańskiego 1716 odejszła Maria Kazimiera d’Arquien, czyli nasza królowa Marysieńka. O burzliwym i namiętnym związku z Janem Sobieskim wiele napisano, ja sobie cenię ostatnio Roberta Forysia i jego hetmański gambit oczekując na kolejne tomy. Tymczasem zaś garść informacji: Sobieski i Marysieńka, miłość zapisana w listach.

I kolejny smaczek- doczekaliśmy się superprodukcji o Ludwiku, niestety, XIV. Obejrzałam kawałek i było nieźle, choć, akurat będąc w trakcie lektury „Ginekologów” J. Thorwalda (polecam, szczególnie kobietom!), wiem, że poród królewski nie do końca tak wyglądał, jak pokazano. Niemniej jednak, zawsze warto obejrzeć, dać szansę i najwyżej później utyskiwać na to, że straciło się kilka godzin z życia. Na razie taka zajawka recenzji Wersal, prawo krwi.  Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przywitaj się z królową wraz z Łukaszem Walewskim

09 sty

Wymusiłam od św. Mikołaja prezent- książkę Łukasza Walewskiego pt. Przywitaj się z królową, gafy, wpadki, faux pas i inne historie. I, do kroćset, miałam nosa. Lektura to bowiem zacna, lekka i przyjemna, a zarazem wielce pouczająca.

Autor, rocznikowo mi tożsamy, jest dziennikarzem radiowej Trójki, którą uwielbiam i dzięki której (a konkretnie dzięki audycji Trzeci wymiar dyplomacji, w której Autor właśnie przedstawiał wyjątki ze swojego dzieła oraz inne ciekawostki z prawa międzynarodowego) poznałam meandry wielkiego świata dyplomacji. Audycja miodzio, książka miodzo, a dodatkową wisienką na torcie jest możliwość wyłapywania smaczków XVII- wiecznych, ze szczególnym akcentem na … Kardynała de Richelieu, naturalnie. Nie dziwota więc, że anegdotka z jego udziałem jest moją ulubioną, choć nie jedyną w tym, zaprawdę, gąszczu opowiastek ze sfer dyplomacji i polityki.

Z czystym sumieniem polecam tę lekturę. A by zaostrzyć Wam apetyt, wrzucę kilka smakowitych aperitifów;-)

DSC_0015  DSC_0014 DSC_0006

 DSC_0010

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bila Hora- remember remember the 8th of November

08 lis

Umknęło nam kilka rocznic, z których najbliższa memu sercu to 395 rocznica bitwy pod Białą Górą (obecnie dzielnica Pragi czeskiej). Więcej o tym wydarzeniu tu—> Bitwa na Białej Górze- tragedia Czech lub tu. Dla Czechów to rzeczywiście jedno z najważniejszych wydarzeń w historii. Rokrocznie urządzają na tę okoliczność piękne rekonstrukcje (byłam na jednej, więc zakładam, że i pozostałe były równie udane), na które zjeżdżają miłośnicy XVII wieku z całej Europy. Sama reko spektakularna, polecam.

Kolejna rocznica dotyczy słynnego zamachu terrorystycznego (nowomowa) na brytyjski Parlament, który miał miejsce 5 listopada 1605 roku, z udziałem słynnego Guy’a Fawkesa, a zwanego spiskiem prochowym. Swoją drogą stał się on patronem anarchistów walczących z rządami (z inspiracji komiksu i filmu Vendetta, której bohater- anarchista miał taką białą maskę właśnie Guy’a F.). I jak to w popkulturze- utrwalony, a równocześnie wyzuty z niuansów i odcieni, obraz szlachetnego buntownika wniknął w świadomość mas. Zupełnie jak Richelieu, który za przyczyną Dumasa a potem kretyńskich filmików stał się totalnym szwarccharakterem. Guy za to został kimś na miarę Robin Hooda (również mit), a w rzeczywistości był katolickim fanatykiem, który chciał wysadzić w powietrze protestanckiego króla- heretyka. Za herezję, naturalnie.  Owo wydarzenie dało nam słynny wierszyk: remember, remember the 5th of November.

A zresztą, jako zwierzę filmowe, polecam taką zajawkę z V for vendetta

Swoją drogą- luźnym strumieniem świadomości skojarzył mi się ów buntownik z Michaelem Kolhaasem, o którym onegdaj oglądała film z Madsem Mikkelsenem. Mads był porywający a sam film- zdecydowanie zbyt artystyczny w formie, bo niemożebnie rozwlekły. W dwugodzinnym widowisku osadzonym w XVI wieku bohaterowie wyrzekli może z 200 słów (co nie jest znów zarzutem), fabuła jest mocno umowna (widz musi się domyślać przebiegu zdarzeń z fragmentarycznych scen), co też nie jest zarzutem, a historia w sumie może mieć wymowę ponadczasową. Niemniej jednak odnoszę wrażenie, że wszystkie te zabiegi filmowe niespecjalnie przykryją banalność fabuły i naiwność głównego bohatera (który chce zmienić świat). z kolei ta fabuła pozwoliła mi na kolejne przemyślenia- pod koniec rządów kardynała Richelieu szczególnie nasiliły się bunty chłopstwa (nie to, żeby ich nie było wcześniej, ale wojna 30- letnia szczególnie dała się we znaki maluczkim, którzy z powodu podatków nałożonych co chwilę na finansowanie działań militarnych, klęsk nieurodzaju, a co za tym idzie- głodu, chorób, plag itp marli jak muchy), którzy już nie mieli nic do stracenia i szli „na panów”. Każda z tych rebelii była krwawo i bezlitośnie tłumiona, nic nie udało się buntownikom wywalczyć, nie poprawił się ich los ani o krztynę. Co najwyżej wioski potraciły swych synów, których w majestacie prawa skazywano za zdradę stanu. Wojna zakończyła się faktycznie z powodu wyczerpania sił konfliktu, ale tylko pośrednio z powodu wyczerpania owych chłopów (nędza chłopów-> brak podatków-> brak kasy na wojnę). Co ważne, Francja wyszła z wojny zwycięsko, więc rzeczywiście troska o  dolę ludu niespecjalnie przeszkodziła możnym ówczesnego świata w załatwianiu swych wielkich spraw. Ot, takie jest życie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

odrobinę szczęścia w miłości (A Little Chaos by Alan Rickman)

25 paź

Od jakiegoś czasu wrzucałam małe wtręty o o filmie reżyserowanym przez Alana Rickmana, w którym tenże gra również Ludwika XIV. Cóż za piękne połączenie, czyż nie? Alan- jego aksamitny głos- Francja XVII wieczna. Film miał nawet festiwalową premierę w ubiegłym roku, ale na polskie ekrany nie trafił i pewnie nie trafi. A szkoda, mimo jego mankamentów.

Kilka zdań wprowadzenia: jest 1682 rok, Ludwik XIV wprowadza się do Wersalu i „organizuje” budowę ogrodów. Oczywiście ogrody wersalskie muszą oddawać boskość samego monarchy, toteż La Notre- nadworny architekt, dostał zadanie koordynowanie wszystkich instalacji w tych wielohektarowych przestrzeniach. Przełamawszy pewne opory, do stworzenia teatru wodnego wybiera on, pochodzącą spoza szlachty, Sabine de Barra, która reprezentuje sobą nieklasycystyczne spojrzenie na architekturę. I tu już mamy pierwsze znaczenie owej Odrobiny Chaosu (polskie tłumaczenie)- koncepcja pani de Barra stoi w sprzeczności z ideami Ludwika XIV- totalnego porządku i ładu. Kwintesencją tego znaczenia tytułu jest scena, w której Kate Winslet (grająca ową dekoratorkę, zresztą bardzo ładnie, subtelnie, delikatnie) przestawia element w harmonijnie ułożonej figurze donic.

Madame (choć to tytuł przynależny damom, a nie kobietom z plebsu, ale de Barra usłyszawszy go,  poczuła się ogromnie doceniona) wprowadza także chaos w życie prywatne La Notre’a, dworzan, a nawet samego Króla. Scena miedzy Ludwikiem a Sabine w ogrodzie jest znakomita!

 Wyborne także są sceny dworskie, ukazujące fasadę życia pałacu, nic nieznaczących gestów i słów. Co światlejsi bywalcy salonów doskonale zdawali sobie sprawę z tej obłudy, potrafili się dostosować i wykorzystać na swój sposób (fajne epizody z Filipem Orleańskim, jego żoną, Markizem), a inni autentycznie cierpieli- madame de Montespan.

To powyższe jest najmocniejszą stroną filmu, choć, niestety, mało odkrywczą. Ileż razy widzieliśmy już pustkę na dworze? Stąd też trudno z czystym sercem zachwycić się dziełem Rickmana kompletnie. Niewątpliwie dłużyzny są, rozwijanie wątku osobistego- raz, że dość namolne, to dwa- zbyt długie (jednak urokliwe- główni bohaterowie byli naprawdę ludźmi uczciwymi, bezpretensjonalnymi), a wreszcie motyw kobiety, rzec by można- feministki (bo taka niezależna w świecie,  w którym kobiety mogły tylko intrygami wpływać na innych i same nie miały możliwości decydowania o sobie) strasznie oklepany. Ot, szału nie ma.

Na filmwebie mamy spora galeryjkę foto i garść info.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii